O autorze
Jestem szczęściarzem. Jestem szczery. Nie jestem grubiański. Staram się być kulturalny. Nie lubię przeklinać. Kocham muzea i architekturę. Starą, nową. Bez znaczenia, musi być dobra. Uwielbiam gry komputerowe. Muszą być estetyczne i poruszające. Łapać za serce bądź oko. Muszą być jakieś.

Nazywam się Bartłomiej Baranowski, jestem dziennikarzem i copywriterem. Uwielbiam ludzką twórczość i dobre pomysły.

Dzieciaki i wirtualne światy

Zabawki z dziecięcego pokoju
Zabawki z dziecięcego pokoju archiwum własne
Jestem ojcem chłopca. I nie będę ukrywał, iż zdarza mi się czytać teksty dotyczące wychowania i rodzicielstwa. Choć o dzieciach głównie piszą kobiety (no i gdzie ten parytet?), to jednak je czytam, bo nie ma innych. I muszę przyznać jedno. Czasami jestem wręcz przerażony rzeczywistością przedstawioną w tych tekstach. Często, to co na przykład dla ojców wydaje się być normą, wręcz plusem edukacyjnym… dla kobiet jest zupełnym dnem i patologią. Nie będę ukrywał. Moje dziecko gra i pewnie będzie grało w gry komputerowe. Dlaczego? Bo dzięki nim mam super kontakt ze swoim dzieckiem.

Tekst napisany przez MatkaŻonaiKłopoty jakieś dwa tygodnie temu skłonił mnie do zabrania głosu w ważnej kwestii. Grania przez dzieci w gry komputerowe.



Co prawda autorka w przywołanym przeze mnie tekście mówi bardziej o problemach w komunikacji z dzieckiem (co jest powszechnym problemem wielu rodziców) to smutne jest to, iż wskazuje gry komputerowe jako swoistego winowajce. Teza którą głosi mówi: "moje dziecko gra w Minecrafta, ja odpisuje na wiadomości z pracy. Nie mamy dla siebie czasu ". Wiele rodzin spotyka taka sytuacja. Czasami chcąc nie chcąc, musimy po prostu wstawić pranie, a nie tylko siedzieć z dzieckiem w pokoju. Czy naprawdę dzieckiem należy się zajmować cały czas?

Nie wiem, nie jestem psychologiem tylko kolejnym rodzicem. Ale gdy ja byłem mały, dorośli tak naprawdę nie zajmowali się nami. Trochę wstyd, ale oni mieli SWOJE życie. Kto z pokolenia 80/90 nie pamięta jak rodzice szli do znajomych oglądać film na VHSie, albo po prostu szli grać w karty. A dzieci? Były brane ze sobą albo zostawiane w domu i musiały sobie jakoś znaleźć zajęcie. I dzisiaj dzieciaki też nie mają z tym problemu.

Może za bardzo uogólniam, ale gdy dziecko idzie na parę godzin do przedszkola bądź szkoły, gdzie cały dzień bawi się z rówieśnikami to czy naprawdę chce później każdą minutę wolnego czasu spędzać z nami? Myślę, że niekoniecznie.

Wracając do gier o których pisała autorka. Już pomijam, że Minecraft to tytuł uważany powszechnie za edukacyjny i wolny od przemocy. Ale w miejscu, gdy dziecko pokazuje nam zrobiony przez siebie budynek, nawet ten w wirtualnym świecie, to należy mu poświęcić trochę uwagi. To jego dzieło. Chce się nim pochwalić osóbom które są dla niego ważne. Czy gdyby narysowało taki budynek, albo ułożyło z klocków, autorka też by machnęła ręką i powiedziała, że ładny... choć wcale nie spojrzała? Pewnie nie. Bo świat realny, namacalny... taki jak kartka papieru czy klocek jest dla nas naturalny. Ten wirtualny nie, ale dla naszych dzieci oba te światy się przeplatają. I są jednakowo ważne. A my jako rodzice tego nie rozumiemy. To samo tyczy gier, to samo tyczy hejtu w mediach społecznościowych.

My dorośli machniemy ręką, jak ktoś w internecie obrazi nas za artykuł jaki napisaliśmy. W myślach sobie dopowiemy (niech mi to powie prosto w twarz, to się przejmę. Może). Ale ten świat wirtualny, dla dzieci jest tak samo ważny i tak samo potrafi ukłuć. Opinia o zdjęciu jakie zamieści nasza pociecha na portalu i opinia o nim będzie dla niego taka samo ważna jak słowa wypowiedziane na głos.

Jeżeli więc, my rodzicie nie wejdziemy w świat mediów społecznościowych... nie zrozumiemy gier komputerowych... to nie będziemy do końca wiedzieć, co robi nasze dziecko w sieci. A to przecież MY jesteśmy od tego, żeby mu tłumaczyć.

- Nie przejmuj się.
- Nie odpowiadaj na zaczepki.
- Zgłoś to do odpowiedniej osoby.
- Nie graj i nie rozmawiaj z obcymi online.
- Nie podawaj swoich danych.

Ja dzięki grom i komiksom mam bardzo dobry kontakt ze swoim dzieckiem. Gram, poniekąd zawodowo, w gry i mój syn często mi towarzyszy. Obecnie gramy w Pillars of Eternity. On nie wszystko rozumie i pyta. Ciągle. DUŻO. A ja mu odpowiadam. Na wszystkie pytania. Te głupie: dlaczego ten nosi hełm, a tamten nie. I te z pogranicza: a jak się umiera to co dalej?

Mamy wspólny temat do rozmów. Wykorzystuje, między innymi, gry do dialogu z dzieckiem. Nie pytam: Po co znowu grasz?! Ja pytam: co Ci się w tej grze podoba? Opowiedz mi o niej. Może później pogramy razem? Można tak?

I jedna z najważniejszych rzeczy podczas dziecięcego grania. Umiar. We wszystkim. Dlatego mój syn ma ograniczony czas na granie. Już to rozumie. Po pół roku walki zrozumiał, że są też inne przyjemności... i że w Batmana bądź rycerzy Jedi można się bawić w pokoju, a nie tylko oglądać i grać.
Trwa ładowanie komentarzy...